O łowiectwie słów kilka

Wstęp

Pomysł napisania jakiegoś materiału przybliżającego łowiectwo zrodził się w wyniku obserwacji dyskusji w internecie, gdzie przewija się masa bezsensownych i nieprawdziwych informacji, a zwłaszcza w wyniku zamieszczania obraźliwych dla myśliwych treści przez moich znajomych, którzy jednak najczęściej po dłuższej rozmowie na ten temat stawali się trochę bardziej przychylni łowiectwu.

Postanowiłem więc, że czara goryczy się przelała, trzeba coś zrobić. Poniżej zamieszczam moja próbę wytłumaczenia zjawiska jakim jest łowiectwo, dla wszystkich, ale zwłaszcza dla osób nastawionych do łowiectwa krytycznie. Być może jest to opis niedoskonały, tak wiec zanim postanowisz podjąć krytykę, postaraj się na treść nałożyć filtr moich pozytywnych intencji. Mogłem o czymś zapomnieć, ująć to w niewłaściwe słowa, i tak dalej. Jeżeli coś jest niejasne to chętnie odpowiem na pytania, pod warunkiem że będzie to normalna kulturalna rozmowa. Chciałbym też abyśmy obopólnie starali się zrozumieć punkt widzenia drugiej strony, bez nadmiernych emocji które zaciemniają obraz, a o które bardzo łatwo, w sytuacji w której rozmawiamy o życiu i śmierci.

Model łowiectwa

Na początku, wydaje mi się że powinniśmy przybliżyć sobie obraz tego jaki model łowiectwa obowiązuje w Polsce, aby mieć jakiś punkt odniesienia, i rozumieć w jakim kontekście się poruszamy. Nie chcę odnosić się do tego czy taki model jest dobry czy zły – jest obowiązujący i tyle.

Wiele lat temu, nasi parlamentarzyści musieli podjąć decyzje co do sposobu traktowania naszej dzikiej przyrody. Efektem tych decyzji było przyjęcie następującego modelu łowiectwa (notabene bardzo dobrze ocenianego przez osoby z innych krajów). Zwierzyna w stanie wolnym stanowi własność Skarbu Państwa. Z posiadaniem zwierzyny wiążą się jednak określone zobowiązania, z czego dwa największe to dbanie o nią, pokrywanie szkód jakie zwierzyna wyrządza w uprawach polnych i leśnych. Jako że państwo jest tworem dość abstrakcyjnym, aby nie ponosić kosztów obowiązków wynikających z posiadania zwierzyny, scedowało prawa i obowiązki wraz z całą gospodarka łowiecką na specjalne stowarzyszenie jakim jest Polski Związek Łowiecki, który wykonuje zadania publiczne wynikające z ustaw. Odpowiednikiem PZŁ, zajmującym się gospodarką leśną jest Państwowe Gospodarstwo Leśne „Lasy Państwowe”, ale to nie będzie przedmiotem mojego opisu. Wart odnotowania jest fakt że obie te jednostki funkcjonują od lat 20 ubiegłego wieku. Wspominam tu o lasach, gdyż są one nierozerwalnie związane z łowiectwem i vice versa.

Państwo cedując gospodarkę łowiecką na PZŁ (członkami którego są myśliwi) stworzyło model w którym myśliwi społecznie prowadzą gospodarkę łowiecką, a także pokrywają szkody łowieckie.

Pojemność łowiska

Podstawowym pojęciem związanym z gospodarka łowiecką jest pojemność łowiska. Otóż każde „łowisko”, a inaczej wg. ustawy „obszar hodowlany”, posiada określoną pojemność. Generalnie zostało to policzone i określone że na danym obszarze możliwe jest bez zbyt dużej szkody dla ludzi i zwierzyny, bytowanie określonej liczby sztuk poszczególnych gatunków (po szczegóły odsyłam do literatury). Napisałem zbyt dużej, gdyż wiadomo że zwierzyna zawsze będzie z jednej strony tworzyć szkody – czymś musi się wyżywić – tak więc zjada uprawy z pól i zgryza drzewa w lesie, proporcjonalnie do swojej ilości, ale z drugiej strony, zbyt duże zagęszczenie zwierzyny nawet przy wystarczającej ilości pożywienia, pogarsza stan populacji – pojawia się nagromadzenie chorób, epidemii, pasożyty, agresja osobników i inne. Tak więc przegęszczenie populacji zwierzyny jest niekorzystne nie tylko z punktu widzenia szkód ekonomicznych, ale jest także niebezpieczne dla niej samej.

Plan hodowlany

Stąd wynika kolejne pojęcie jakim jest „plan hodowlany”. Dla każdego łowiska, znając jego pojemność określa się coroczne i wieloletnie plany hodowlane, czyli konkretne rozpiski ile i jakiej zwierzyny łownej, w poszczególnych klasach wieku i płci, powinno być w danym łowisku, aby zapewnić z jednej strony akceptowalność szkód łowieckich, a z drugiej strony zdrową populację. „Plan hodowlany” jest jednym z najważniejszych pojęć – klucz do zrozumienia współczesnego łowiectwa. Cała gospodarka łowiecka opiera się na realizacji planów hodowlanych. Działa to w ten sposób. Rokrocznie przeprowadza się inwentaryzację zwierzyny, starając się jak najdokładniej oszacować liczebność. Następnie  porównując stan faktyczny lub czasem przewidywania (lub inne szacunki, temat też jest dość skomplikowany, odsyłam do literatury) z planem hodowlanym, otrzymujemy plan odstrzału, co do którego wykonania zobowiązane pod rygorem kar są koła łowieckie (czyli myśliwi). Uważam że kluczową kwestią w zrozumieniu współczesnego łowiectwa jest zrozumienie że każde polowanie jest wynikiem potrzeby realizacji planu odstrzału, które nadleśnictwa zlecają do wykonania myśliwym (tak, to nie myśliwi zatwierdzają plany, tylko nadleśnictwa). Następnie, po otrzymaniu planu odstrzału koła przez cały rok starają się zrealizować plan, co czasem się z różnych powodów nie udaje (poruszę jeszcze ten temat).

Szkody łowieckie

Drugim wg mnie kluczowym zagadnieniem jest zrozumienie sposobu finansowania szkód łowieckich. Otóż za szkody w uprawach dokonanych przez zwierzynę łowną odpowiada koło łowieckie na terenie którego dana szkoda powstała, a NIE Skarb państwa.. Przykładowo (z życia wzięte), chmara jeleni w ciągu dwóch nocy zgryzła 4 hektary (!) świeżo zasianej kukurydzy. Rolnik zgłasza szkodę do koła łowieckiego, które weryfikuje zgłoszenie, najczęściej poprzez oględziny z rzeczoznawcą, w towarzystwie rolnika, często jego prawnika lub członka izby rolniczej. Z oględzin sporządzany jest protokół i określana wysokość odszkodowania. W tym konkretnym przypadku, rzeczoznawca orzekł że pole nadaje się do zaorania, tak więc szkoda jest całkowita. Koło łowieckie będzie zobowiązane do wypłacenia rolnikowi odszkodowania (przy tej szkodzie 4200 złotych). Kwota wydaje się mała? Po zsumowaniu wszystkich szkód w roku poprzednim, koło wypłaciło ponad 120 000 złotych odszkodowań. Tu mówimy tylko o jednym kole, a takich kół w Polsce jest około 2500, i każde z własnego budżetu pokrywa szkody. Za rok 2013 wypłacono łącznie ponad 60 milionów złotych.

Opieka nad zwierzyną

Trzecim aspektem jest opieka nad zwierzyną i poprawa jej bytowania. Część stada przeznacza się do odstrzału, zgodnie z planem, ale to nie oznacza że nie należy dbać o pozostałe stada. Zależy myśliwym na tym, żeby stada były jak najzdrowsze i jak najlepsze. Jest takie myśliwskie powiedzenie „żeby polować trzeba hodować”, które myślę że oddaje sedno sprawy. To właśnie myśliwi dbają o bazę żerową, uzupełniają braki w łowisku. W odstrzale kierują się kryteriami selekcji (dla różnych rodzajów są one mniej lub bardziej szczegółowe), gdzie dobrem nadrzędnym jest dobro populacji. W tej roli myśliwym najbliżej do tradycyjnego hodowcy, z tym że zwierzyna żyje dziko. W zależności od problemów danego gatunku, takie są podejmowane działania. Np. spadek liczebności bażanta czy kuropatwy staramy się rekompensować dokarmianiem, budową podsypów, wpuszczaniem kolejnych osobników (100-200 w naszym kole) czy na przykład intensywnym odstrzałem lisów, które się nimi żywią.  Opieka nad sarnami to na przykład dzierżawienie przez koło i pozostawienie odłogiem nieużytków ekologicznych. Dla jeleniowatych istotny jest dostęp do lizawek. Wraz z polepszaniem bytowania zwierzyny łownej, mimowolnie wpływa to także korzystnie na inne gatunki zwierząt, choć zwierzyna łowna ma niewątpliwie najlepiej. To zresztą staraniem polskich myśliwych udało się odbudować populacje zwierzyny do stanu sprzed XX w. św. Prowadzone są akcje wysiedlania głuszca czy cietrzewia. I tak mógłbym jeszcze wymieniać długo.

Finansowanie

Skąd bierze się na to pieniądz?

Częściowo ze składek, z darowizn, ale w zdecydowanej większości bierze się ze sprzedaży pozyskanych w wyniku polowań tusz zwierząt – właśnie tych tusz, i w takiej liczbie, jaka wynika z planu odstrzału. Teoretycznie im więcej zwierzyny, tym większe szkody, ale też większa ilość zwierzyny do odstrzału, a więc większe wpływy.

Łatwo zauważyć, że tworząc taki model Państwo nie ponosi kosztów szkód, ani opieki nad zwierzyną. Nie ponosi także kosztów zatrudnienia myśliwych (a suma godzin przeznaczonych przez myśliwych tylko na opiekę nad zwierzyną w 2013 roku wyniosła prawie 4 miliony). Uwzględniając czas poświęcony przez myśliwych na polowanie, przyjmując wskaźniki z naszego koła, wartość ta wzrosła by o kolejne prawie 20 milionów godzin.

Gdyby Państwo wzięło na siebie bezpośrednio gospodarkę łowiecką, to zakładając że szkody zbilansowały by się z wpływami ze sprzedaży tusz (co nie jest niestety prawdą), to i tak, zakładając pełen etat musiało by zatrudnić około 12 000 urzędników (zawodowych myśliwych). Czy nie wydaje się to bez sensu? Po co wydawać pieniądze podatnika, skoro mogą to zrobić myśliwi społeczni?

Co z tego ma myśliwy?

No dobrze, ale jakie przywileje w naszym modelu Państwo dało myśliwym (kołom łowieckim), żeby im się chciało siedzieć w lesie te statystyczne 230 godzin rocznie? Pierwszą myślą jaka przychodzi mi do głowy, to prawo pierwokupu upolowanej zwierzyny – to prawo materialne. Pozwala też realizować szeroko rozumianą pasję łowiecką, czy brać aktywny udział w ochronie przyrody – to wymiar niematerialny. Na pytanie dlaczego myśliwy poluje postaram się odpowiedzieć dalej.

Konflikt interesów

Łatwo zauważyć iż z przedstawionego modelu wyłania się konflikt interesów pomiędzy rolnikami i myśliwymi, i w mniejszym stopniu miedzy myśliwymi i leśnikami. Maksymalnie upraszczając, rolnicy chcieliby aby zwierzyny nie było w ogóle, dla leśników dzik jest przyjacielem bo zjada robaki i spulchnia glebę, ale już jeleniowate zgryzają uprawy, które trzeba grodzić, a i tak się wszystkiego nie upilnuje. Myśliwym za to zależy na jak największej ilości zwierzyny – z jednej strony, aby było na co polować, z drugiej aby mieć łatwiej w realizacji planu odstrzału. Realia są jak zawsze gdzieś pośrodku – zwierzyny może być tylko tyle ile wynika z planu, i to właśnie dookoła niego krystalizują się tarcia pomiędzy wymienionymi grupami.

Czy potrzebna jest redukcja

Powyżej staram się naświetlić powody prowadzenia racjonalnej gospodarki łowieckiej, natomiast myślę że dookreślenia wymagają konsekwencje jej nie prowadzenia. Załóżmy że od dzisiaj zaprzestano polowań. Koła łowieckie nie maja przychodu z tusz więc bankrutują. Pseudoekolodzy się cieszą, rolnicy płaczą. Najpierw powiększają się straty w uprawach rolnych, ale załóżmy że straty te pokrywa państwo – myśliwych to już nie dotyczy. Zwierzyna zaczyna się mnożyć, bo ma dobrą bazę żerową. O ile w przypadku jeleniowatych, wzrost populacji będzie wynosił 30-50% populacji co roku, o tyle dla dzików to będzie już jakieś 150% populacji rok rocznie, a potem jeszcze szybciej, gdyż locha jest płodna po dwóch latach, a w roku potrafi mieć nawet 3 mioty po kilkoro warchlaków. Połowa młodych dzików to kolejne loszki, tak więc w ciągu kilku lat zalewa pola fala dzików, żrąca wszystko co znajdzie. Rolnicy walczą swoimi sposobami – kłusują, trują, podłączają prąd do płotów i tak dalej – przykłady z życia wzięte, tam gdzie z różnych powodów zabrakło myśliwych, za wszelka cenę minimalizując straty. W końcu dojdzie do sytuacji że pola będą dobrze chronione, za to zwierzyna będzie zdychać z głodu w sposób masowy. W krajobraz na stałe wpiszą się metalowe wysokie płoty.

Po etapie zdychania, zostanie jej niewielka ilość – pozbawiona bazy żerowej z zabezpieczonych pól i lasów. Wg. różnych szacunków, w tym scenariuszu zwierzyny zostało by wielokrotnie mniej niż obecnie.

Tak więc uważam że tak, redukcja jest potrzebna – to dzięki utrzymaniu liczebności stad na poziomie akceptowalnym przez myśliwych, rolników i leśników, możemy się cieszyć naszą przyrodą. A kluczem do utrzymania liczebności jest odpowiednia hodowla i odstrzał redukcyjny.

Na świecie były prowadzone różne próby zaprzestania odstrzałów, i nigdzie się to nie udało. Pod naciskiem grup ekologicznych najpierw wprowadzono różne zakazy, a potem trzeba było ratować sytuację – np. w Holandii nie poluje się na gęsi, ale za to rokrocznie się je gazuje (uśmierca), w UK towarzystwo ochrony ptaków najpierw na swoim terenie zabroniło polowań, z troski o dzikie ptaki, a następnie po pewnym czasie zatrudniło myśliwych do odstrzału lisów i borsuków, co zresztą ujawniono niedawno. Przedstawiciel towarzystwa sam przyznał że niestety nie ma skutecznej alternatywy dla odstrzału drapieżników. Z polskiego ogródka, kilka miesięcy temu miały miejsce protesty rolników, na których żądanie zmniejszono okres ochronny, a w kilku województwach całkowicie zniesiono okres ochronny dzików, motywując to faktem że myśliwi nie dają rady zrealizować planów odstrzału, dzików jest za dużo, i szkody są już nieakceptowalne.

Porusza się także czasem pomysł przywrócenia populacji dużych drapieżników – wilków. Musiałby by to być poziom na masową skalę, na co na pewno nie będzie społecznej zgody – w końcu matka z dziećmi też chciałaby czasem pojechać na spacer do lasu, bez ryzyka zastania zjedzonym przez wilki. Wiąże się z tym także wiele innych problemów, ale to nie ten artykuł. Nie jest to realna alternatywa, raczej myślenie życzeniowe.

Dlaczego jesteśmy myśliwymi

Nie chciałbym odpowiadać tutaj w imieniu wszystkich myśliwych, gdyż z cała pewnością każdy ma swoje powody, ale przedstawię powody które dla mnie są najważniejsze.

Ochrona przyrody

Łowiectwo jest dla mnie fragmentem, na który mam realny wpływ, dbania o środowisko przyrodnicze – czy to w zakresie hodowli zwierzyny, czy poprawy warunków jej bytowania. Nie bez znaczenia jest także walka z kłusownictwem.

Działanie na rzecz lokalnej społeczności

Poprzez utrzymywanie równowagi pomiędzy przyrodą a człowiekiem, przyczyniamy się do rozwoju „małych ojczyzn”. Dbamy też o to żeby ludzie, mieszkańcy, turyści, nie ingerowali za bardzo w przyrodę, ale też pilnujemy przyrody J

Pozyskiwanie tusz

Bardzo ważnym aspektem łowiectwa, i można by być może powiedzieć że kwintesencją polowania jest pozyskiwanie tusz zwierzyny. Jak wcześniej przedstawiłem, polujemy wg. planów, niezależnie od tego jak dużo i jakiej zwierzyny myśliwi chcieliby pozyskać. Co ciekawsze, zwierzyna była by odstrzeliwana, nawet gdybyśmy jej nie konsumowali – patrz przykład szkodniki (lis, borsuk, kuna, inne), gdyż jej odstrzał wynika z zasad gospodarki łowieckiej, a nie zapotrzebowania na trofea czy po prostu do celów konsumpcyjnych.

Bycie myśliwym, i poświęcenie czasu na prace społeczne, polowania, wynagradzane jest prawem pierwokupu upolowanej przez siebie zwierzyny (choć nie zawsze). Chęć pozyskiwania dziczyzny wynika z faktu że ja i moja rodzina jesteśmy mięsożerni, a jednocześnie mam głębokie przekonanie, graniczące z pewnością, że zwierzyna hodowana na wolności, jest dużo bardziej szczęśliwa niż ta pochodząca z chowu przemysłowego, niezależnie od rodzaju. Dzik którego spożywam zamiast świni, w odróżnieniu od niej, żył wielokrotnie dłużej, oglądał niebo, żywił się zgodnie ze swoja naturą tym na co miał ochotę i sposobność. I nie trafił do rzeźni. Kula dosięgła go z zaskoczenia, natychmiastowo pozbawiając przytomności. Przez sam fakt że aby go upolować musiałem poświęcić dużo czasu i umiejętności, mam duży szacunek dla każdego upolowanego zwierzęcia. W odróżnieniu od rzeźnika, zgodnie z łowiecką tradycją oddaję hołd pozyskanej sztuce, zachowuję trofeum, aby pozostał po nim jakiś ślad i moje wspomnienie. Łowiectwo to także obrzędowość, będąca hołdem, wynikająca z poszanowania zwierzęcia któremu odebrałem życie.

Łowiectwo to nie jest wizyta w supermarkecie, nie wybieramy sobie kawałka z półki. W naszym społeczeństwie zapomina się że mięso pochodzi od żyjącego zwierzęcia, i jesteśmy winni mu szacunek, niezależnie od tego czy to zwierzę dzikie czy hodowlane. Dziwi i zaskakuje mnie hipokryzja osób które kupują mięso przemysłowe, a atakują łowiectwo. Gdzie tutaj etyka? To jest ten nasz cywilizacyjny rozwój? Niestety umiejętności i czas nie pozwalają mi na rezygnację z mięsa hodowlanego, co zresztą było by bez znaczenia dla całego społeczeństwa. Suma summarum to że ja nie zjem upolowanej sztuki, oznacza że zje ją ktoś inny – suma zwierzyny upolowanej nie ulegnie zmianie, zmieni się tylko konsument. Tak więc moją rolą w walce z przemysłową hodowlą zwierząt, jest hodowla (a co za tym idzie pozyskanie) jak największej liczby zwierząt dziko żyjących, gdyż przy zachowaniu zasad łowieckich, nie powoduje to szkody w przyrodzie, za to każda sztuka dziczyzny która trafi na rynek, oznacza jedna sztukę przemysłową której nie trzeba było „wyprodukować”.

Dlatego uważam że łowiectwo jest bardzo ważne – sama potrzeba regulacji populacji powoduje iż efektem „ubocznym” jest konsumpcja odstrzelonych sztuk, a co za tym idzie zmniejszamy popyt na zwierzęta hodowlane.

Inne

Poniżej zamieszczam kilka innych aspektów łowiectwa, o których chciałem napisać ale nie pasowały mi do tematów powyżej.

Dokarmianie zwierzyny

Popularne jest stwierdzenie że dokarmiamy po to żeby strzelać – i w zasadzie to bardzo trafne. Nie rozumiem tylko skąd takie pejoratywne skojarzenie, w świetle faktów przedstawionych prze ze mnie powyżej? Natomiast warte odnotowania jest że dokarmiamy głównie dlatego żeby utrzymać w zdrowiu stado zachowawcze przez zimę (już przecież przetrzebione), lub np. podajemy karmę wiosną w okresie siania na polach, żeby ograniczyć zwierzynie potrzebę zżerania wysiewów.

Absurdy ekologii – czyli lis

Do przemyślenia dokąd zaprowadziło nas myślenie „ekologiczne”, na przykładzie populacji lisa. Lis, dawien dawna dziesiątkowany był przez różne choroby (w tym wściekliznę), a także dużo trudniejszy miał dostęp do naszych zdobyczy cywilizacji (np. śmieci). Szczepienia lisa, ale też zmiana dostępności pożywienia, od wielu lat powoduje stały wzrost populacji lisa. Nie było by w tym nic złego, gdyby nie fakt, że lis jest naturalnym wrogiem bażanta, kuropatwy i ptaków śpiewających, a czasem nawet zajęcy. Tak więc wraz z rosnącą populacją lisa, maleje populacja innych gatunków. Niestety nie jest tak jak uczono nas na biologii, że jak już będzie mało bażantów i kuropatw, to lisa tez zacznie być mniej, bo lis jako oportunista, jak już nie ma co żreć na polach, to idzie do miasta czy wsi, i żywi się tym co znajdzie w śmietnikach (upraszczając). Tak więc populacja ptaków gniazdujących na ziemi, nigdy się nie odbuduje, przy stałej obecności lisów. Jedynym znanym rozwiązaniem tego problemu (nie tylko w Polsce) jest odstrzał redukcyjny lisa. Są konkursy dla myśliwych lisiarzy, funduje się nagrody, opisuje w gazetach najlepszych. Natomiast co się dzieje z tak pożądanymi kiedyś futrami? Utylizuje się. Co roku około 140 000 lisów podlega utylizacji, gdyż nie ma chętnych na noszenie czy użytkowanie lisich futer. A strzelać lisy trzeba. W związku z czym te naturalne utylizujemy bo są „nie ekologiczne”, natomiast produkujemy sztuczne futra, zużywając energię, chemię, produkując zanieczyszczenia. Cos jest nie tak prawda? Ale taka mądrość ekologów z przed monitora…

Trofeistyka

Często podnoszonym argumentem przeciwko łowiectwu jest twierdzenie że myśliwi polują dla trofeów. Zaznaczam że nie wypowiadam się jak jest za granicą, bo nie wiem, ale wiem jak jest w Polsce, i jak mam nadzieje jasno wyjaśniłem, trofea są kolejnym efektem „ubocznym” odstrzału zwierzyny. Myśliwi cieszą się z okazałego trofeum gdyż jest to piękna ozdoba, często wspomnienie na lata przeżytej przygody, ale tez dowód na prawidłowo prowadzoną hodowlę. Zwierzyna która ma źle nie daje wartościowych trofeów. Należy tez pamiętać że w stosunku do większości trofeów (samce zwierzyny płowej), jest prawny obowiązek pozyskania trofeum przez myśliwego który oddał strzał, przygotowania go, i następnie okazania na komisji oceny trofeów. Komisja ma za zadanie sprawdzić poprawność odstrzału, a w przypadku błędnego dokonania odstrzału, niezgodnie z zasadami selekcji, kara myśliwego zawieszeniem w prawach do polowania. Tak więc trofeum jest narzędziem kontroli myśliwych.

Sport czyli równe szanse

Ostatnim argumentem który szczególnie mnie drażni, a który, spotyka się wyjątkowo często jest twierdzenie ze poluje się dla sportu, i jednocześnie zarzut że zwierzyna ma nierówne szanse z myśliwym (skrajnie, najlepiej jakbyśmy się na pieści okładali). Jak już pisałem wcześniej – łowiectwo nie jest sportem. Odstrzał zwierzyny wynika z realizacji planów, a nie z chęci jakiegoś zawodnictwa. Z tego samego powodu używamy nowoczesnej broni, lornetek, lunet i tak dalej – naszym celem jest pozyskanie zwierzyny w sposób jak najbardziej humanitarny, najszybszy, bez zadawania jej niepotrzebnego cierpienia, oraz bezpieczny dla otoczenia. Co do szans, to zwierzyna i tak ma swoje szanse, wynikające z naszej ludzkiej niedoskonałości, złej widoczności, pogody, hałasu i wielu innych czynników składających się na sukces na polowaniu albo jego brak.

 

Dodaj komentarz